Zły sierociniec bez kontroli. Koszmar dzieci trwał przez lata

Dom dziecka prowadzony przez siostry boromeuszki był katownią dla dzieci. Nikt go nie kontrolował. Po interwencji „Wyborczej” MEN obiecuje zmiany.

Specjalny Ośrodek Wychowawczy Sióstr Boromeuszek w Zabrzu w praktyce jest domem dziecka dla dzieci niepełnosprawnych lub w normie intelektualnej, ale sprawiających kłopoty wychowawcze. Ma status instytucji oświatowej i wobec tego nie podlega kontroli, jaka obowiązuje w przypadku domów dziecka. Nadzoruje tylko MEN – pod względem oświatowym – bo w założeniu mają to być placówki dla dzieci z różnymi problemami edukacyjnymi i wychowawczymi, niekoniecznie sierotami.

Gdy w 2004 r. porządkowano przepisy dotyczące tego typu ośrodków, początkowo wszystkie miały podlegać obowiązującej ustawie o pomocy społecznej. Jednak w wyniku nacisków związkowców ta część placówek zajmująca się młodzieżą z kłopotami weszła pod kuratelę MEN. Bo dzięki temu pracownicy tych ośrodków zachowywali przywileje związane z Kartą nauczyciela.

Pieczę nad nimi sprawuje kurator oświatowy, ale on jedynie kontroluje edukację, a nie – co jest kluczowe w tej sprawie – całą działalność ośrodka.

Za resztę odpowiedzialność biorą – w przypadku domów prowadzonych przez siostry zakonne – władze zakonu. A ponieważ kurator nie dostawał żadnych sygnałów, to do 2007 r. nikt do sióstr boromeuszek nie zaglądał.

I koszmar dzieci trwał przez lata, a być może nawet dziesiątki lat.

Takich ośrodków, które mogą być w praktyce domami dziecka, ale podlegają tylko pod resort edukacji, jest dziś 45. Sześć z nich to placówki publiczne, trzy prowadzą stowarzyszenia, a 36 – to domy prowadzone przez związki wyznaniowe. W każdym domu może być kilkudziesięcioro dzieci.

Co tam się dzieje? Nikt nie wie. Te ośrodki tkwią w luce prawnej i nikt w praktyce się nimi nie interesuje. Po interwencji „Wyborczej” szefowa MEN Joanna Kluzik-Rostkowska obiecała nam, że zostaną skontrolowane. – Mam świadomość, że ten stan rzeczy trzeba zmienić – powiedziała.

A posłanki sejmowej komisji polityki społecznej Magdalena Kochan (PO) i Anna Bańkowska (SLD) obiecały, że zajmą się tą sprawą i sprawdzą, czy możliwa jest taka nowelizacja przepisów, by ośrodki podlegały kontroli tak jak pozostałe sierocińce. Podobne deklaracje usłyszałyśmy w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Stanisław Szwed (PiS) chwali działalność Kościoła, ale też jest za debatą, by do nieszczęść nie dochodziło.

Prosiłyśmy o rozmowę przedstawicieli Episkopatu Polski. Niestety, nikt nie chciał z nami rozmawiać. A reakcja Episkopatu jest bardzo ważna. Historia z Zabrza pokazuje, że przełożone skazanej siostry nie chciały przyjąć do wiadomości, że zakonnice są odpowiedzialne za te straszne czyny. Mimo nieprawomocnego wyroku zakon sióstr miłosierdzia św. Karola Boromeusza stanął murem za skazaną zakonnicą.

W liście podpisanym przez s. Albertę Barbarę Groń, przełożoną generalną, możemy przeczytać m.in.: „Siostra Bernadetta pracując w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym w Zabrzu ponad 20 lat, wszystko poświęciła dzieciom. Nikt, kto nie ma doświadczenia posługi takim dzieciom, nie ma pojęcia, jak trudna to praca”. Dopiero w 2007 r. władze zakonu – na żądanie kuratora – zmieniły kierownictwo w ośrodku. Dziś jego działalność jest o wiele bardziej przejrzysta, a siostry nim kierujące starają się zachować najwyższe standardy.

Dlaczego jedno ze źródeł tkwi w tym, że ośrodek z Zabrza podlegał MEN, a nie Ministerstwu Pracy? Bo MEN nie ma instrumentów prawnych, aby te placówki nadzorować.

Gdyby ten ośrodek działał na podstawie ustawy o pomocy społecznej, być może patologie dałoby się wykryć wcześniej. Ustawa zakładała, że wojewoda – jeśli nie było niepokojących sygnałów – raz na trzy lata wysyłał kontrolerów do ośrodka, którzy badali jego funkcjonowanie. I to niezależnie od tego, czy był to ośrodek prowadzony przez Kościół, czy nie.

Dziś domy dziecka działają na podstawie uchwalonej w 2011 r. ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Praktycznym celem tej ustawy jest stopniowe ich zamykanie, likwidowanie molochów, gdzie trzyma się po kilkudziesięcioro dzieci naraz. Opieka ma być przeniesiona do rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka. A publiczne placówki w przyszłości mają przyjmować dzieci na krótki okres, tylko na pewien czas w ramach nagłych interwencji.

Wychowawca z asystentem rodziny – czyli pracownikiem powiatowego centrum wspierania rodziny – musi dla każdego dziecka opracować plan wychowawczy. To wymusza monitorowanie losów dziecka przez pracownika spoza ośrodka.

A przede wszystkim nowe przepisy zakładają, że dzieci poniżej 7. roku życia nie mogą być kierowane do sierocińców, tylko muszą mieć zapewnioną rodzinę zastępczą lub rodzinny dom dziecka.

Od 2015 r. ta sama zasada będzie dotyczyć dzieci poniżej 10. roku życia. Tymczasem w zabrzańskim ośrodku nadal przyjmuje się dzieci – jak czytamy w statucie – od 3. do 18. roku życia. Przy takim przedziale wiekowym rośnie ryzyko, że starsi wychowankowie będą znęcać się nad młodszymi. A w domach zajmujących się dziećmi z problemami jest to tym bardziej prawdopodobne. – To niemożliwe, aby Zabrze tolerowało taki stan rzeczy – oburza się posłanka Kochan.

Grzechy siostry Bernadetty

W czwartkowym „Dużym Formacie” opublikowaliśmy reportaż o zabrzańskim ośrodku oświatowo-wychowawczym prowadzonym przez siostry boromeuszki. W 2007 r. w Sądzie Rejonowym w Zabrzu rozpoczął się proces przeciwko siostrze Bernadetcie, dyrektorce ośrodka, oraz siostrze Franciszce, wychowawczyni grupy chłopców. Siostry oskarżono o przemoc fizyczną i psychiczną oraz podżeganie do gwałtów na wychowankach.

Z zeznań 22 świadków wynika, że siostry biły dzieci prawie codziennie, często do krwi. Nazywały je „zboczeńcami, małymi gnojkami, debilami, ułomkami”. W 2010 r. Sąd Rejonowy w Zabrzu uznał siostrę Bernadettę i siostrę Franciszkę za winne przemocy psychicznej i fizycznej wobec wychowanków oraz podżegania do aktów pedofilskich.

Siostra Bernadetta została skazana na dwa lata więzienia w zawieszeniu, natomiast siostra Franciszka na osiem miesięcy w zawieszeniu.

Rok później sąd apelacyjny zaostrzył karę wobec dyrektorki ośrodka. Skazano ją na dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności.

Ale siostra nie zgłasza się do odbycia kary, powołując się na zły stan zdrowia.

Sąd zajmie się tą sprawą ponownie 24 kwietnia.

[2014.04.11] Wyborcza.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: