FiM – Dzieje grzechu

Gdy w tryby młyna sprawiedliwości trafi osoba duchowna, maszyna zaczyna pracować niemal bezgłośnie, ale my mamy dobry słuch…

Przed Sądem Rejonowym w Lublinie toczy się proces 44-letniego księdza Romana K., oskarżonego o tzw. naruszenie miru domowego (występek zagrożony karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku) poprzez uporczywe zamieszkiwanie na terenie klasztoru Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej w Kazimierzu Dolnym wbrew woli prawowitej szefowej zakonu.

Nabroił przed dwoma laty, kiedy był jeszcze franciszkaninem, a z klasztoru okupowanego przez grupę betanek, które wypięły się na wszelkie władze kościelne z Watykanem na czele, zaczęły docierać sygnały, że mieszkający tam razem z mniszkami ks. Roman jest ich spowiednikiem, duchowym przywódcą i religijnym… bioenergoterapeutą, specjalizującym się w „otwieraniu na miłość Chrystusa” poprzez obmacywanie świątobliwych niewiast. Na całą zaś Polskę zasłynął w październiku 2007 r., gdy podczas transmitowanej na żywo przez telewizję akcji eksmitowania buntowników policjanci wyprowadzali go z klasztoru w kajdankach, bo – jak się później okazało – był tak wkurzony, że przyłożył jednemu z funkcjonariuszy monstrancją, innego kopnął w brzuch, a wszystkich lżył słowami na k… i ch…

Choć franciszkanie wyrzucili konfratra z zakonu za rażące nieposłuszeństwo i molestowanie betanek, ordynariusz łomżyński biskup Stanisław Stefanek otulił księdza K. pasterską troską, a nawet dał mu posadę wikariusza parafii w Długosiodle pod Wyszkowem oraz nauczyciela (fot. 1) religii w miejscowym Zespole Szkół (por. „Biskup specjalnej troski” – „FiM” 40/2008).

Gdy proces się rozpoczynał, ks. Roman miał na koncie – oprócz bezprawnego przebywania w klasztorze – znacznie cięższe zarzuty, bo jeszcze znieważenie policjantów „słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe” oraz naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza, za co mógł teoretycznie posiedzieć w kryminale nawet 3 lata. Prokuratura nie przedstawiła mu zarzutów dotyczących przestępstw o podłożu seksualnym, bowiem żadna z jego świątobliwych „pacjentek” nie zdecydowała się na złożenie wniosku o ściganie sprawcy.

Podczas wstępnej rozprawy lubelski sąd okazał wspaniałomyślność i przychylając się do wniosku obrony, zarządził, żeby oskarżony spróbował pojednać się z zakonnicami oraz policjantami na drodze tzw. postępowania mediacyjnego, co pozwoliłoby uniknąć procesu, a nawet wymierzyć karę z najniższej półki.

Z siedmioma policjantami, którzy na własnej skórze odczuli gniew ks. Romana, poszło dosyć gładko:
# trzech podpisało oświadczenia, że absolutnie i bezwarunkowo nie mają do napastnika z monstrancją pretensji i bardzo pragną, żeby sprawę zakończyć warunkowym umorzeniem;
# pozostali też byli „za”, ale trochę grymasili. Dwaj przystali na koszty znaczka pocztowego na liście z przeprosinami do Komendanta Głównego Policji, trzeciego usatysfakcjonowała wpłata 4 tys. zł na rzecz fundacji Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci w Rzeszowie, a najbardziej zawzięty policyjny psycholog skaleczył ks. Romana na wyrazy ubolewania w ogólnopolskim dzienniku. Tymczasem zakonnice twardo stanęły okoniem i podczas zorganizowanych przez mediatora dwóch spotkań z ks. Romanem, Zarząd Zgromadzenia i jego przełożona generalna s. Barbara Robak postawiły ks. Romanowi zaporowe warunki, jasno wyrażające dążenie do procesu.
– Wystarczyłoby jedno słowo arcybiskupa Józefa Życińskiego, żeby siostra Barbara poszła na ugodę. W kurii rozważano, czy cena, jaką przyjdzie zapłacić za publiczne wypranie brudów, nie okaże się zbyt wysoka, ale nasz metropolita bardzo chciał utrzeć nosa biskupowi Stefankowi za to, że przyjął doszczętnie skompromitowanego kapłana do swojej diecezji – ujawnia nam kulisy negocjacji lubelski proboszcz.

###

Na podstawie wyników mediacji sędzina Katarzyna Żmigrodzka w imieniu Rzeczypospolitej warunkowo umorzyła na okres 2 lat postępowanie dotyczące znieważenia i napaści ks. Romana K. na policjantów w zamian za wynegocjowane zobowiązania. Uzasadnieniem orzeczenia była „znikoma szkodliwość społeczna czynu” (lubelscy „kibole” będą niewątpliwie zachwyceni!) oraz fakt, że wikaremu z Długosiodła zdarzyło się to pierwszy raz i podobno „wciąż jeszcze ma dobrą opinię”.

„Doszło do zawarcia ugody z pokrzywdzonymi, co stanowi dodatkowy argument przemawiający za zastosowaniem dobrodziejstwa warunkowego umorzenia postępowania” – wyjaśniła sędzia Żmigrodzka.

W procesie o pogwałcenie miru domowego wielebny oświadczył na wstępie, że jest niewinny, po czym odmówił składania dalszych wyjaśnień. Z odczytanych na rozprawie dokumentów postępowania przygotowawczego dowiadujemy się, że całkiem lekceważył prokuratora, w ogóle niem reagując na zadawane mu pytania i odmawiając zapoznania się z aktami śledztwa przed sporządzeniem aktu oskarżenia.

8 czerwca sąd rozpoczął od przesłuchania zakonnic. Na pierwszy ogień poszła s. Barbara Robak. Ze zgrozą opowiadała o intruzie, który – mimo kilku oficjalnych żądań władz zakonu i osobistej interwencji abp. Życińskiego –przez ponad rok przebywał na terenie babskiego klasztoru, gdzie, jak słyszała, „leczył” młode mniszki złym dotykiem.

Ciąg dalszy nastąpi po wakacjach, aczkolwiek już dzisiaj cosik nam się wydaje, że to jednak bp Stefanek będzie górą w zainicjowanej przez metropolitę lubelskiego
wojence…

###

A oto kilka newsów dotyczących jeszcze trwających lub zakończonych niedawno procesów świątobliwych mężów i niewiast:
# Opisywany przez nas („Choroby dziecięce” – „FiM” 47/2008) ks. Tomasz G. alias „Loczek” (fot. 2), przebywający w areszcie były wikariusz parafii św. Małgorzaty w Wysokiej (archidiecezja przemyska), został skazany w tajnym procesie przez Sąd Rejonowy w Łańcucie na 4 lata więzienia i 10 lat zakazu pracy w branży edukacji religijnej za romanse z młodziutkimi dziewczętami, wśród których była co najmniej jedna wielokrotnie „skonsumowana” czternastolatka. W wyroku pojawiła się też małolatka, którą duchowny „doprowadził do poddania się innym czynnościom seksualnym” – wyjawił prezes sądu Dariusz Zrębiec. Orzeczenie jest nieprawomocne, a obrona zapowiedziała apelację;
# Sąd Okręgowy w Szczecinie uchylił wyrok sądu I instancji skazujący na 8 lat więzienia ks. Romana B. za stosunki seksualne z kochanką, którą zaczął deprawować, gdy miała 12 lat. Wielebny jest zakonnikiem z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, a przed zatrzymaniem był wikariuszem parafii św. Józefa w Stargardzie Szczecińskim oraz prefektem miejscowego gimnazjum katolickiego („Nałożnica chrystusowca” – „FiM” 28/2008). Choć sprawę skierowano do ponownego rozpoznania, szczeciński sąd nie zdecydował się na wypuszczenie mnicha z aresztu;
# Sąd Okręgowy w Świdnicy utrzymał w mocy wyrok skazujący na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu na dwa lata księdza kanonika Daniela B. – proboszcza parafii Matki Bożej Królowej Polski w Radogoszczy (diec. legnicka). Poszło o zabytkową figurkę Maryi z Dzieciątkiem, którą wielebny ukradł z kościoła, będąc jeszcze wikariuszem parafii w Witoszowie, po czym próbował przehandlować ją za 9 tys. zł (cena wywoławcza) na aukcji internetowej. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Mariusz Górski zauważył, że kara powinna być znacznie surowsza, bowiem oprócz kradzieży duchowny dopuścił się również oszustwa, jednak sąd II instancji nie miał już możliwości zmiany kwalifikacji prawnej czynu. Legnicka kuria biskupia ogłosiła, że ks. Daniel pozostanie proboszczem, bowiem miał szlachetne intencje zdobycia pieniędzy na remont kościoła, ale nasze źródła zapewniają, że bp Stefan Cichy zdejmie go lada dzień z funkcji i skieruje na kwarantannę do parafii w Miłkowicach, gdzie obejmie posadę wikariusza;
# już ponad rok przed Sądem Rejonowym w Zabrzu toczy się z wyłączeniem jawności proces s. Bernadetty, niegdysiejszej szefowej Specjalnego Ośrodka Wychowawczego, oraz jej totumfackiej – s. Franciszki ze Zgromadzenia Sióstr Boromeuszek (fot. 3). Tej pierwszej postawiono piętnaście zarzutów, a jej podwładnej pięć. Była dyrektor ma problem z pomocnictwem w doprowadzeniu małoletniego do poddania się czynności seksualnej oraz naruszaniem nietykalności cielesnej wychowanków, a także ich znieważaniem. S. Franciszce prokuratura zarzuca znęcanie się fizyczne i psychiczne nad podopiecznymi (por. „Dzieci śmieci” – „FiM” 18/2008).
– Byłem bity, poniżany, zamykany i często traktowany jak dzikie zwierzę – opowiadał zabrskiemu sądowi podczas zamkniętej dla publiczności rozprawy jeden z byłych wychowanków ośrodka administrowanego przez zakonnice.

Termin zakończenia rozprawy też jest tajemnicą.

[2009] FaktyiMity.pl Nr 26(486)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: