FiM – Mnisze kadzidło

Śledczy kręcą się wokół własnego ogona, a zakonnikom wyrósł kolejny pokos marihuany…

Gdy w zakonnej posiadłości przy ul. Dziekańskiej w Poznaniu, należącej do centrali Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej (na zdjęciu), wykryliśmy nielegalną plantację konopi indyjskich, z których – zdaniem specjalisty – można byłoby wyprodukować kilkanaście kilogramów aromatycznej marihuany, fakt ów starannie udokumentowaliśmy (fotograficznie oraz pobierając próbki roślin). W poniedziałek 29 czerwca 2009 r. usiłowaliśmy zainteresować zebranymi dowodami poznańską delegaturę Centralnego Biura Śledczego, gdzie stanowczo odmówiono nam przyjęcia zawiadomienia o przestępstwie (por. „Wyznawcy maryśki” – „FiM” 27/2009).

Wobec haniebnej indolencji tej elitarnej rzekomo formacji zatelefonowaliśmy nazajutrz do naczelnika Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w naszej rodzimej Łodzi. Zapytaliśmy, czy może jego ludzie mieliby ochotę obejrzeć, co przywieźliśmy z Poznania, oraz zająć się sprawą nacito, bowiem już w piątek 3 lipca kolejny numer „FiM” trafi do kiosków i będzie obciach, że policja dopiero z gazety dowiedziała się o „maryśce”, podczas gdy jej hodowcy zdążą ewakuować w bezpieczne miejsce susz z zebranych dotychczas plonów.

Po niespełna godzinie od owej rozmowy zjawiło się w redakcji trzech policjantów – specjalistów od zwalczania przestępczości narkotykowej. Wszystko im z detalami opowiedzieliśmy, spisali protokół przejęcia zgromadzonych przez nas dowodów i już po wstępnej ekspertyzie organoleptycznej stwierdzili, że rośliny są niechybnie doskonałym surowcem do produkcji marihuany.
– Badanie laboratoryjne jest kwestią kilku godzin i jeśli tylko potwierdzi tę ocenę, natychmiast przekażemy sprawę Poznaniowi do realizacji – wyjaśnił dowodzący ekipą st. sierż. Z.B.

I rzeczywiście, rankiem 3 lipca na Dziekańskiej zaroiło się od funkcjonariuszy. Choć dokładnie obstawili okolicę, żeby ktoś ciekawski nie przedostał się w pobliże działki chrystusowców, nasz człowiek widział, jak koszono konopie i wywożono je w nieznanym kierunku.
– Jest zasadą, że powinno się wszystko zaorać i wypalić, ale wielebni nalegali, żeby nie robić im zadymy – wyjaśnił później jeden z „kryminalnych”.

Kierownictwo poznańskiej policji bardzo skrupulatnie informuje opinię publiczną o wszelkich naruszeniach prawa. W ujawnianych na stronie internetowej codziennych meldunkach nie odpuszcza nawet pijanemu woźnicy, a już z pewnością nie zapomni o domorosłym hodowcy marihuany, jak to np. zdarzyło się 25 czerwca zatrzymanemu w zasadzce (!) Tomaszowi S., u którego „zabezpieczono 9 doniczek wraz z krzewami konopi oraz 4 doniczki z obciętymi łodygami”.

Tymczasem temat setek krzewów wyciętych kilka dni później na plantacji u chrystusowców został objęty ścisłym embargiem. Ponieważ informacji o tym sensacyjnym wydarzeniu nie zamieszczono w żadnym oficjalnym komunikacie, 7 lipca zagadnęliśmy rzecznika prasowego poznańskiej policji podinsp. Andrzeja Borowiaka, czy w ogóle wiadomo mu cokolwiek o akcji na Dziekańskiej, a jeśli tak, to jakie były jej dalsze konsekwencje. Dopiero po kilku uporczywych monitach 28 lipca dowiedzieliśmy się, że „Komisariat Policji Poznań-Nowe Miasto prowadzi dochodzenie w sprawie odnalezienia roślin (prawdopodobnie konopi indyjskich), zabezpieczonych na terenie poznańskiego Ostrowa Tumskiego. Funkcjonariusze na miejscu zdarzenia, po przeprowadzeniu oględzin, zabezpieczyli część roślin do ekspertyz, które przeprowadzone zostaną przez biegłych”. I ani słówka, że chodzi o terytorium kościelne.

Trochę odczekaliśmy, by 10 sierpnia zapytać, co z tą ekspertyzą. Tym razem poszło niemal ekspresowo (wystarczył jeden monit).

„Informuję, że sprawa jest prowadzona pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Poznań-Nowe Miasto. W związku z czym uprzejmie proszę wszelkie pytania kierować bezpośrednio do prokuratury” – spuścił nas 20 sierpnia niepodpisany z nazwiska „Zespół Prasowy KWP Poznań”.

A prokuratura, jak prokuratura… Gdy poprosiliśmy o informację dotyczącą postępów śledztwa zainicjowanego za naszą przyczyną, dowiedzieliśmy się, że niczego nam nie zdradzą, boć to przecież tajemnica.
– Sprawa wciąż jeszcze jest u biegłych, którzy nieprędko sporządzą ekspertyzę, gdyż dostali wyraźny sygnał, że nie ma żadnego ciśnienia. Można byłoby to załatwić w jeden dzień, ale po co? Wszystko oczywiście się rozmyje i śledztwo zostanie umorzone z powodu niewykrycia sprawców. Jak nic, na policyjnej górze interweniował jakiś biskup czy zakonny generał – prognozuje policjant z Nowego Miasta. A czy można ich było zdemaskować?
– Gdyby chodziło o zwykłego przestępcę, to standardową czynnością po wykryciu konopi jest przeszukanie mieszkania właściciela bądź użytkownika działki, na której je hodowano. Już zwykły niewinny spacer z pieskiem (wyszkolonym do odnajdywania narkotyków) po graniczącym z plantacją seminarium duchownym mógłby przynieść piorunujący efekt bowiem wasza informacja o widywanych na tej działce młodych klerykach została operacyjnie potwierdzona. Prokuratura nie odważyła się wydać nakazu przeszukania, a mnisi jakoś nie chcieli nas zaprosić do środka. Pewnie gdyby wmówili policjantom, że to kadzidło im rośnie, potrzebne do roboty w kościele, toby się jeszcze doczekali przeprosin – ironizuje funkcjonariusz.

20 sierpnia złożyliśmy chrystusowcom ponowną niezapowiedzianą wizytę. Okazało się, że marihuana szybko im odrasta. Uwieczniliśmy na zdjęciach kilkadziesiąt nowych krzewów, ale komu to zgłosić i po co się trudzić? Może lepiej zaproponować amatorom trawki, żeby się wybrali i pozbierali…

[2009] FaktyiMity.pl Nr 38(498)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: