FiM – Pedagogika specjalna

Z założenia mają służyć – słabym, chorym, odrzuconym. Za murami kościelnych placówek opiekuńczo-wychowawczych ta służba czasami przekracza granice. Wytrzymałości.

W giżyckim Domu Św. Faustyny „Wielkie Serce” prowadzonym przez Caritas Diecezji Ełckiej przebywa około 40 dzieci – sierot oraz takich, których rodzice mają ograniczone prawa rodzicielskie. Funkcję kierownika do spraw administracyjno-organizacyjnych do niedawna sprawował tu szanowany obywatel miasta Marek W., były zastępca przewodniczącego rady miejskiej, nauczyciel muzyki w gimnazjum w Wilkasach, no a przede wszystkim – pełnomocnik Caritasu na powiat giżycki.

„Marek W. jest człowiekiem młodym oraz wrażliwym na krzywdę ludzką. Wielokrotnie pokazał, że jest człowiekiem godnym zaufania. Zapewniam, iż Marek W. będzie dobrym ojcem naszego miasta” – tak przymioty W. wyliczał jeden z jego kolegów tuż przed zeszłorocznymi wyborami samorządowymi, bo pan Marek był poważnym kandydatem na fotel burmistrza. Ze startu jednak zrezygnował. „Miałem poparcie biskupa ełckiego oraz różnych środowisk politycznych. Moja decyzja była suwerenna. Problemy osobiste nie pozwalają mi stanąć do walki o fotel burmistrza”– tłumaczył zawiedzionym towarzyszom z giżyckiego Klubu Radnych „Ponad Podziałami” oraz potencjalnym zwolennikom. Jakie to osobiste problemy miał na myśli Marek W.?

Okazuje się otóż, że – według zeznań wychowanków – przez ostatnie 3 lata pokazywał małolatom z „Wielkiego Serca”, co to właściwie znaczy żyć w duchu bożego miłosierdzia. A lekko nie było. I właśnie z tego powodu od połowy 2010 roku toczyło się śledztwo (sygn. akt I A 060/126/10), którego W. stał się głównym bohaterem.

„Zamknij mordę. Zapierdalaj. Kurwa, zamknij ryja” – tak (według zarejestrowanego w telefonie komórkowym nagrania, jakie ojciec czterech podopiecznych domu „Wielkie Serce” przekazał prokuraturze) miał W. konwersować z wychowankami placówki. Dodatkowo – jak zeznał mężczyzna – kierownik W. notorycznie utrudniał mu kontakty z dziećmi.

Rodzic jest zdumiony postawą tego pedagoga, natomiast on twierdzi, że wyłącznie cytował słowa swojej podopiecznej, która poza wszystkim sprawia ogromne kłopoty wychowawcze. Tak czy inaczej prokuratura postanowiła metody pracy pana kierownika zgłębić.

Przez ponad pół roku trwały przesłuchania wychowanków placówki, rodziców i pracowników. Ostatecznie 31 grudnia 2010 r. prokuratura skierowała do sądu w Giżycku akt oskarżenia przeciwko byłemu już kierownikowi Markowi W. „Człowiekowi wrażliwemu na krzywdę ludzką” zarzuca się, że przez ponad trzy lata (od lutego 2007 r. do końca września 2010 r.) przekraczał swoje kierownicze uprawnienia i znęcał się fizycznie i psychicznie nad wychowankami placówki (art. 231 par. 1 kk i art. 207 par. 1 kk w zw. z art. 11 par. 2 kk). Według zeznań świadków, stosował m.in. takie chwyty jak popychanie i szarpanie małolatów, bicie po twarzy i całym ciele (m.in. deską po plecach) czy kopanie. Używał wobec wychowanków wulgarnych słów, poniżał ich, wyszydzał.
– Marek W. usłyszał także zarzut zrzucenia podopiecznego ze schodów, utrudniania lub uniemożliwiania kontaktów z rodzicami, stosowania zbyt rygorystycznych, nieadekwatnych do przewinienia kar i zakazów niemotywujących do poprawy zachowania – mówi Mieczysław Orzechowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Marek W. obecnie jest zawieszony w swoich kierowniczych obowiązkach, na wniosek prokuratury ma też zakaz sprawowania jakichkolwiek funkcji związanych z wychowaniem, edukacją i opieką nad małoletnimi.

Kierownictwo ełckiego Caritasu na ów wstydliwy temat dyskutować nie chce, z kolei sam W. do postawionych mu zarzutów się nie przyznaje. Za niekonwencjonalne metody kształtowania charakterów podopiecznych grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.

###

Zaczernie niedaleko Rzeszowa. Tutaj – w gminnym świeżo wyremontowanym budynku – Caritas prowadzi Środowiskowy Dom Samopomocy (dzierżawa obowiązuje do 2012 r.). Ponad 20 osób z zaburzeniami psychicznymi i fizycznymi każdego dnia przywozi się tu na zajęcia terapeutyczne. To mieszkańcy okolicznych wsi. Ludzie, dla których taka forma pomocy jest zbawieniem. Wyrwani z czterech ścian swoich domów mają szansę na jakieś inne życie. Idea jest więc szczytna. Jej realizacja natomiast budzi wątpliwości. Głównie ze względu na metody pracy kierowniczki ośrodka, która – jak relacjonują tutejsi terapeuci – do swoich podopiecznych zwraca się per „dzieci śmieci” czy „atrapo na wózku”. Lubi też ich trochę postraszyć, uznając, że i tak nic z tego nie zrozumieją. „Utopię cię w gnojówce” czy „pampersa ci na głowę założę” – to jedynie niektóre stosowane przez kierowniczkę środki werbalnej perswazji. Pani kierownik ma plecy, a dokładnie syna, który jest księdzem, i w ogóle jest osobą bardzo rozmodloną. W ośrodku na okrągło są modlitwy – różaniec, koronka. Nie przeszkadza to jednak w uprawianiu praktyk, których pracownicy zaakceptować nie potrafili (większość odeszła, inni, którzy starali się przeciwstawić, zostali nazwani zgnilizną moralną ośrodka, a w końcu – zwolnieni). Spośród tych metod wychowawczych, z którymi nie mogli się pogodzić, wymieniają: straszenie, otwartą krytykę możliwości wychowanków, poniżanie ich, zamykanie na klucz za karę, odbieranie własności czy zmuszanie do sprzątania toalet. Pracownicy złożyli w dyrekcji Caritasu pismo informujące o sytuacji. Ksiądz Stanisław Słowik spotkał się nawet z 4-osobową delegacją.
– Ta rozmowa wyglądała bardzo obiecująco. Szybko się jednak okazało, że przyczyn konfliktu zaczęto się doszukiwać w nas. Ksiądz zaczął wypytywać, czy aby na pewno mamy dobrą wolę. W końcu zalecił, aby się pomodlić, oprzeć sprawę o konfesjonał i… wszystko zamknąć chrześcijańskim przebaczeniem. Przy próbie kolejnego spotkania wyrzucił nas za drzwi. A krzywda ludzka boli tym bardziej, że dokonują jej osoby, których usta pełne są frazesów na temat miłości bliźniego, współczucia, dobrych intencji – mówią byłe terapeutki z Zaczernia.

###

Przed Sądem Rejonowym w Zabrzu zakończyła się natomiast analiza (sygn. akt II K 1388/07) jakości katolickiego wychowania, jakie tamtejsze siostry boromeuszki przez ponad rok serwowały podopiecznym kościelnego, choć finansowanego przez miasto ośrodka opiekuńczo-wychowawczego.

O metodach stosowanych przez przedstawicielki Kongregacji Sióstr Miłosierdzia, których zadaniem było m.in. przygotowanie podopiecznych w różnym stopniu niepełnosprawnych intelektualnie do samodzielnego życia, pisaliśmy w „FiM” (por. „Gwałty u zakonnic” 39/2009). Ujawniliśmy, że owo przygotowanie polegało m.in. na rozbudowanym systemie kar, przy czym do bicia siostry używały m.in. kija od szczotki, mopa, wieszaka, a nawet łyżki do mieszania prania. „Brudną robotę” zlecały też najstarszym wychowankom. Swoich podopiecznych często nazywały pieszczotliwie durniami, ułomami albo po prostu pedałami.

Niesmaczna zupa wylała się, kiedy gliwicka prokuratura za gwałt i zabójstwo ośmiolatka zatrzymała Tomasza Z. Jak się okazało, był on wychowankiem boromeuszek. Chłopak w ramach tłumaczenia swojej zbrodni opowiedział śledczym, że zdeprawował się u sióstr, gdzie najpierw gwałcili go podopieczni ośrodka, a później, kiedy nieco zmężniał, sam zaczął zmuszać młodszych kolegów do stosunków analnych, zaspokajając w ten sposób własny popęd seksualny. O okazję nie było trudno, bo siostry często zamykały ich w jednym pokoju. W ramach tzw. kary za złe zachowanie.

Prokuratura oskarżyła dyrektorkę placówki siostrę Bernadettę, a w cywilu Agnieszkę F. („Stoczycie się jak wasi rodzice, bo wszystko idzie w genach” – zwykła powtarzać wychowankom), oraz jej prawą rękę – siostrę Franciszkę (Bogumiła Ł.) – m.in. o bicie i znieważanie wychowanków oraz przyzwolenie na przemoc fizyczną, psychiczną i seksualną.

Chociaż s. Bernadetta przekonywała, że wszystko to stek bzdur, bo „dzieci mają tendencje do konfabulacji, wszystko wyolbrzymiają”, podczas procesu przesłuchano 32 świadków. Sędzia Tomasz Pawlik, rzecznik Sądu Okręgowego w Gliwicach, informuje, że po ponad dwuletnim procesie sąd uznał winę obydwu boromeuszek. Agnieszka F. została skazana na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat, 800 złotych grzywny oraz dożywotni zakaz zajmowania stanowisk i wykonywania zawodów związanych z edukacją, leczeniem, wychowaniem i opieką nad małoletnimi. Bogumiła Ł. z kolei dostała osiem miesięcy w zawieszeniu na trzy lata oraz ośmioletni zakaz pracy z dziećmi.
– Wyroki nie są prawomocne, a odwołali się od nich oskarżyciel posiłkowy oraz prokurator. Siostry podczas sprawy nie przyznawały się do winy. Nie odwołały się jednak od wyroku sądu – mówi sędzia Pawlik.

[2011] FaktyiMity.pl Nr 02(567)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: