Grzech szczecińskiego Kościoła ponownie odkryty [ROZMOWA]

Dlaczego ksiądz oskarżony o molestowanie nieletnich jest jedną z najważniejszych osób w szczecińskim Kościele? – odpowiedzi na to pytanie szukali reporterzy TVN i „Rz” w poniedziałkowych programach „Uwaga” i „Superwizjer”. Ich bohaterem był ks. Andrzej D.

Kiedyś ks. D. był kierownikiem schroniska dla trudnej młodzieży i szkół katolickich. Teraz nadzoruje budowę DPS w b. szpitalu miejskim i inne kościelne inwestycje.

Postępowanie trwa

Telewizyjni śledczy i szczeciński dziennikarz „Rzeczpospolitej” Michał Stankiewicz przypomnieli aferę, którą rozpętała publikacja „Wyborczej” w marcu 2008 r. Z relacji zebranych przez naszych reporterów wynikało, że w latach 90. ks. Andrzej D. miał wykorzystać seksualnie co najmniej kilku nastoletnich chłopców w Schronisku im. św. Brata Alberta. Szczecińska kuria była alarmowana w tej sprawie, ale przez lata nie reagowała. Prokuratura wszczęła śledztwo, ale większość zarzutów przedawniła się (chodziło o wydarzenia z początku lat 90.). Historia nastolatka, który miał zostać wykorzystany przez księdza podczas wizyty w Liceum Katolickim w 2000 r., również skończyła się umorzeniem. Śledczy ocenili, że nie doszło do przestępstwa, bo „nie było gróźb, przemocy”. Choć chłopak zeznał, że był „sparaliżowany strachem”. Sprawa jest jednak w sądzie – prawnik reprezentujący jednego z pokrzywdzonych złożył tzw. subsydialny akt oskarżenia. Postępowanie trwa.

„Pałac księdza Andrzeja”

A ks. D. robi karierę w szczecińskim kościele. Jest dyrektorem Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II i tworzy Dom Pomocy Społecznej w dawnym szpitalu przy al. Wyzwolenia (gmina przekazała ten obiekt kościołowi za symboliczne 19 tys. zł). Nadzoruje też inne kościelne inwestycje, organizuje konferencje.

Reporterzy TVN pokazali „pałac księdza Andrzeja” w Głuszy, pod Koszalinem. Rezydencja i kilka hektarów gruntu nad jeziorem oznaczonym tablicami „prywatne”. Mieszkańcy wioski skarżą się, że nie mogą tam już łowić ryb. Opowiadają, że latem u księdza goszczą kolonie. – Chłopcy i dziewczynki, w wieku 11-12 lat – oceniają. Potwierdza to jeden z pracowników urzędu gminy.

O działalność ks. Andrzeja dziennikarze pytają jego sąsiadów, byłych wychowanków (opowiadają m.in. jak ksiądz „wybierał chłopców”), znajomych („To jest naprawdę bystry facet, który mając w ręku tysiąc złotych, za chwilę potrafi mieć 10 tysięcy, a za chwilę 100 tysięcy i jeszcze więcej. Nie zrezygnują z niego, bo takiej złotej kury nie mają… Szpital z DPS przyniesie im cholerne zyski”).

„Bez komenatarza”

Bohater reportażu rozmawiać nie chce. Ukrywa się przed ekipą TVN, kiedy ta pojawia się terenie budowy DPS przy al. Wyzwolenia. Kiedy reporterzy „łapią” go przed siedzibą kurii, pospiesznie wsiada do auta.

Przed telewizyjnymi kamerami nie chcieli wystąpić też jego zwierzchnicy. Rzecznik kurii szczecińsko-kamieńskiej ks. Sławomir Zyga rozesłał do mediów oświadczenie. Czytamy w nim m.in., że „ks. Andrzej D[…] pozostaje odsunięty od wszelkich zadań duszpasterskich”.

Działalności ks. Andrzeja D. i faktów przedstawionych w materiale TVN nie chce też komentować miasto. – Podział zadań w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej jest wewnętrzną sprawą Kurii. Miasto współpracuje z Kurią przy wielu projektach i inicjatywach. Przez wzgląd na tę współpracę, a także szacunek dla naszych partnerów i księdza Arcybiskupa, nie będziemy komentować tej sprawy – informuje Łukasz Kolasa z biura prasowego UM.

O sprawie rozmawiamy z o. Marcinem Mogielskim, pochodzącym ze Szczecina przeorem klasztoru Dominikanów w Gdańsku, który spisał relacje molestowanych przez ks. Dymera i w 2003 r. przekazał je abp. Zygmuntowi Kamińskiemu.

Rozmowa z o. Marcinem Mogielskim o sprawie ks. Andrzeja D.

Tomasz Maciejewski: To ojciec odważył się „odkryć” skrywany grzech szczecińskiego Kościoła. Dlaczego?

O. Marcin Mogielski: Bo znałem księdza Andrzeja. Byłem u niego ministrantem. Później moi koledzy pracowali w Ośrodku Brata Alberta jako wychowawcy. Swoje „zastrzeżenia” dotyczące księdza zgłaszali władzom kościelnym wielokrotnie. Mnie do działania zachęcił ojciec Maciej Ziemba, mój ówczesny prowincjał. Powiedział, że pomoże skontaktować się z abp. Zygmuntem Kamińskim, metropolitą szczecińsko-kamieńskim. Zebrałem relacje poszkodowanych i przesłałem je arcybiskupowi.

I co?

– Zaprosił mnie na rozmowę. Zapytał, jakim prawem prowadzę śledztwo na jego terenie? Atakował. Z tego, co wiem, jeszcze gorzej potraktowano innych księży, którzy prosili o interwencję w tej sprawie. Zastraszano ich. Jednemu tak się oberwało, że po wizycie u zwierzchników zupełnie „wyłączył się” z tego tematu. Zignorowano też informacje od siostry, której chłopcy opowiedzieli, co się dzieje. Mam ogromny żal do kurii szczecińsko-kamieńskiej, że nie zrobiła nic, by pomóc ofiarom księdza Andrzeja. Że nie podjęła praktycznie żadnych działań.

Zajął się nią sąd metropolitalny. Podobno w 2008 r. zapadł wyrok. Ale jest utajniony i zawieszony, dopóki pracy nie zakończy sąd powszechny.

– Sąd biskupi się odbył, ale nie wezwano najmłodszej ofiary. Mnie też nie przesłuchano. Dlaczego? Nie wiem. Marzy mi się, że obecny arcybiskup Andrzej Dzięga wezwie mnie i poprosi o wyjaśnienia, informacje.

Dlaczego Kościół za wszelką cenę chroni ks. D.?

– Trudno to wyjaśnić. Może dlatego, że jest pożyteczny, skuteczny biznesowo. Uchodzi za wpływową postać w środowisku szczecińskim, ma znajomości. Przecież oglądamy go z najważniejszymi politykami. Ale ta sprawa może skończyć się bardzo źle dla diecezji, dla Kościoła. Ci wykorzystywani chłopcy, których było więcej niż przypadków opisanych w mediach, zaczną się ujawniać. Tak jak w Stanach Zjednoczonych, w Irlandii. Wcześniej czy później prawda wyjdzie na jaw. To, co się wydarzyło, miało ogromny wpływ na życie tych skrzywdzonych ludzi.

Nie boi się ojciec mówić o tym tak otwarcie?

– Przecież żyjemy w państwie prawa.

[2014.04.10] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: