FiM – HOSSA… NNA!

Miastami Rzeczypospolitej Polskiej nr 3 rządzą oszuści. Do przekręciarskich prezydentów Piotrkowa Trybunalskiego i Gorzowa Wielkopolskiego dołączył burmistrz Iławy.

Przewodniczący Rady Miejskiej Iławy Edward Bojko zawiadomił prokuraturę o kantach, jakich dopuścił się SLD-owski burmistrz Jarosław Maśkiewicz, przez wielu mieszkańców zwany Masą. Cóż takiego zrobił szef miejskiej administracji? Wyłudził z kasy miejskiej ponad 7 tys. zł, pobierając pieniądze za delegacje. Za pieniądze podatnika pojechał m.in. na zjazd partyjny SLD i wielokrotnie zawyżał liczbę kilometrów, aby mieć szmal na wyjazdy prywatne. Ktoś powie: żeby tylko takie przekręty robili! Ale nie jest to jedyny grzech burmistrza – kilka lat wcześniej za jego sprawą wyparowało w Lubawie 100 tys. zł.

Jeden z mieszkańców Iławy przypomina nam tę głośną aferę:
– W latach 1998–2002 „Masa” był burmistrzem pobliskiej Lubawy. Miasto otrzymało wówczas od wojewody 100 tysięcy złotych dotacji na budowę dróg, chodników i parkingów, a także przebudowę sieci energetycznej na jednym z osiedli mieszkaniowych. Pieniądze w tajemniczy sposób wyparowały i inwestycji nie zrealizowano, a mieszkańcom usiłowano zamydlić oczy fałszywymi „ekspertyzami”.

Oszustwo wyszło na jaw i burmistrz trafił na ławę oskarżonych. Sąd rejonowy zaserwował mu 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Sąd Okręgowy w Elblągu unieważnił jednak proces i wyrok ze względów proceduralnych (jeden z adwokatów Maśkiewicza okazał się kłamcą lustracyjnym) i cały przewód trzeba
będzie powtórzyć.
– Burmistrz już dawno powinien ustąpić z fotela, ale tego nigdy nie zrobi – twierdzi Jarosław Malinowski, jeden z mieszkańców Iławy, obserwujący od lat poczynania Maśkiewicza.
– W mieście rządzi jedna wielka sitwa – grupa ludzi powiązanych interesami zarówno partyjnymi, jak i finansowymi. „Na boku” robią olbrzymi szmal.

Gdy pojawiliśmy się w Iławie, wielu naszych rozmówców zastrzegało już na wstępie, że, owszem, mogą z nami rozmawiać, ale anonimowo. „Tu rządzi mafia” – słyszeliśmy najczęściej.

Oprócz wspomnianego burmistrza wątpliwą chlubą miasta jest proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli, 43-letni ks. Jarosław Hossa (fot. obok). Niektórzy mawiają cierpko, że z takim nazwiskiem jest on skazany na sukces. Kilka lat temu z licencjackim dyplomem Papieskiej Akademii Teologicznej trafił do Iławy i na osiedlu Lipowy Dwór, gdzie znajdują się rezydencje miejscowej śmietanki i nowej arystokracji, w błyskawicznym tempie zbudował kościół, a obok potężną plebanię (fot. u dołu), w której z powodzeniem mogłoby zamieszkać przynajmniej kilkanaście rodzin. Tymczasem służy ona tylko trzem sukienkowym. Skąd ks. Hossa wziął pieniądze na tak potężną rezydencję?
– Nawet nie musiał specjalnie trudzić się z ich zdobyciem – opowiada jeden z mieszkańców Iławy. – Ponoć z plastikową reklamówką chodził od domu do domu na Lipowym Dworze. Jedni z powodu strachu, inni dla świętego spokoju dawali mu kasę.

Ksiądz Hossa – jak mówią mieszkańcy Iławy – podobno nie jest obojętny na uroki kobiet, kocha też pieniądze, luksusowe łodzie i bajerne, kosztowne samochody. Obecnie jeździ luksusowym granatowym passatem za ponad 200 tys. zł. Mówi się, że zdążył zmienić już kilka samochodów tej marki, ale za każdym razem kolor wozu był taki sam, żeby owieczki nie mogły się połapać w sztuczkach swojego proboszcza.

Drugą miłością plebana z Lipowego Dworu są zwierzaki. W swojej kolekcji ma nie tylko ekskluzywne królewskie pawie, ale i strusie.
– Jako kapelan tutejszego Zakładu Karnego tak omotał naszego szefa – mówi jeden z pracowników więzienia – że na zawołanie ma do dyspozycji tabuny więźniów, którzy za pośrednictwem powiązanych z nim firm wykorzystywani są do różnorodnych robót, np. rozbiórki starych domów w Iławie. Takie zlecenia, za niemałe pieniądze, daje miasto. Sam proboszcz pozostaje w cieniu, ale za to zawsze skrupulatnie dogląda interesu i inkasuje odpowiednią dolę za pośrednictwo w naganianiu taniej siły roboczej: więźniowie pracują przecież niemal darmo. A że umie utrzymywać kontakty z miejscowymi biznesmenami (potrzebują przecież różnorodnych „zaświadczeń”), choćby z Hunięckim czy Podlewskim z Mazur-Comfort, wszędzie jest witany niczym minister.

O tym, że nie zawsze dobrze wychodzi się na interesach z Hossą, przekonało się wielu ludzi, ale na razie wolą milczeć, bo proboszcz z Lipowego Dworu ma długie ręce.

O tym zaś, że pleban potrafi zagrozić i zaszantażować, przekonała się m.in. redakcja miejscowego „Nowego Kuriera Iławskiego”, która ujawniła informację o wypadku spowodowanym przez Hossę. Zanim jeszcze ukazał się artykuł na ten temat, wszechwładny pleban zadzwonił do redakcji i zagroził: „Nie róbcie sensacji, bo pożałujecie!”.

Dziennikarze, na szczęście, nie wystraszyli się proboszcza, ale nie można tego samego powiedzieć o policji, kiedy na przykład hossa zamieniła się w bessę z powodu wypadku samochodowego. Tuż przed Świętem Zmarłych Hossa, nieprawidłowo wyprzedzając w Rudzienicach kilka samochodów, uderzył w „malucha”. Kierującą fiatem 126 p kobietę z miejsca wypadku zabrało pogotowie. W każdym innym przypadku policjanci sprawdziliby alkotestem sprawcę kolizji, lecz tym razem nic takiego się nie stało i sprawę zatuszowano. Wystraszona kobieta – choć pokrzywdzona – boi się rozmawiać z dziennikarzami.
– Do kibla możesz pan spuścić swoje pisanie o kantach burmistrza i naszego plebana – powiedział na odchodne pan Marek, nasz informator mieszkający przy ulicy Kościuszki w Iławie. – Im nikt nie podskoczy. Pan odjedzie, a Hossa i Maśkiewicz nadal trząść będą Iławą.

[2005] FaktyiMity.pl Nr 05(257)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: