FiM – Zbita twarz

Wierni nie mogli się doczekać, żeby kuria zabrała znienawidzonego proboszcza, więc wzięli sprawę w swoje ręce. Wzięli ją dosłownie, spuszczając kapłanowi lanie.

W niedzielę 5 lutego do plebanii parafii Wniebowzięcia NMP w Kazimierzu koło Głogówka (diecezja opolska) zakołatał bladym świtem jakiś mężczyzna. Prosił o pilną pomoc natury duszpasterskiej. Proboszcz ks. Krzysztof Bytomski uchylił drzwi, nie zwalniając ich z zabezpieczającego łańcuszka, przybliżył twarz do szczeliny i… dostał potężną bombę w nos. Na szczęście tylko jedną. Gdy nieco ochłonął, zawiadomił SMS-em ministranta, że odwołuje wszystkie msze. Polecił wywiesić ogłoszenie o napadzie i konieczności badań lekarskich.

Nazajutrz do parafii przybył sam ordynariusz opolski bp Andrzej Czaja. Nieoficjalnie wiadomo, że celem wizyty było natychmiastowe wywiezienie proboszcza z Kazimierza w asyście gwarantującej mu bezpieczeństwo. Ten jednak wykazał się najwyższym heroizmem i uprosił szefa o „wycofanie na z góry upatrzoną pozycję”, co pozwoli mu zachować pokiereszowaną twarz oraz nie będzie wyglądało na rejteradę. Biskup wyraził zgodę i jeszcze tego samego dnia ks. Krzysztof, teatralnie okutany w bandaże, odprawił wieczorną mszę.

Po dwóch tygodniach (w niedzielę 19 lutego) zakomunikował wiernym, że musiał zrezygnować z urzędu ze względu na stan zdrowia oraz „znane wydarzenia”, ostatnią mszę odprawi w Środę Popielcową (22 lutego) i wyjedzie na inną placówkę, zaś plebania będzie przez kilka miesięcy nieczynna, bo kuria nie może znaleźć kandydata o odpowiednich umiejętnościach w sztuce samoobrony. Między wierszami dał do zrozumienia, że on osobiście nie rwie się do odejścia, więc gdyby wieś stanęła za nim murem, to kto wie…

Nieszczęścia lubią, niestety, chodzić parami: wracając 20 lutego w gronie kilku zwolenników z pożegnalnego bankietu, podczas którego omawiano m.in. strategię walki o pozostawienie „umiłowanego” kapłana we wsi oraz plany akcji protestacyjnych, proboszcz padł (tym razem bez niczyjej „pomocy”) i złamał nogę. Biskup miał już tego powyżej uszu. Dał ks. Krzysztofowi 24 godziny na opuszczenie Kazimierza, nakazując mu odbycie rekonwalescencji w parafii J. nieopodal Opola (dokładnego adresu nie ujawniamy, żeby nie kusić licha).

A co ze sprawcą pobicia?
– Komisariat Policji w Głogówku prowadzi czynności mające na celu ustalenie sprawcy pobicia byłego proboszcza parafii w Kazimierzu. Czynności polegają m.in. na powołaniu biegłego, który ma określić rodzaj obrażeń uderzonego księdza – wyjaśnił nam mł. asp. Piotr Pogoda, oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Prudniku.

Innymi słowy: marne szanse, jeśli człowiek sam się nie zgłosi.
– Duchowny niespecjalnie może pomóc w identyfikacji napastnika, bo podobno krew go dosłownie zalała i niewiele po ciemku widział – dodaje inny policjant.

W takich sytuacjach śledztwo należy zacząć od motywów. Komu mogło zależeć?
– W parafii jest około 530 dusz. Zdecydowana większość mieszkańców Kazimierza szczerze już plebana nienawidziła, choć zdążył popracować tu zaledwie pół roku, więc podejrzanych mamy prawie trzystu – zafrasował się funkcjonariusz.

Jak to zwykle bywa, poszło o władzę i pieniądze.
– Nie chciał płacić faktur za wykonane roboty budowlane, usiłował przejąć założone przez sołtysów subkonto, na którym gromadzono środki na remont kościoła, lżył oponentów z ambony, wymyślając im od czerwonych diabłów – wylicza jeden z „podejrzanych”, twierdząc, że w każdej innej firmie kierownik typu ks. Krzysztof już dawno zostałby wyrzucony przez dyrekcję na zbity pysk, choć szczycił się starannym wykształceniem i dyplomem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Duchowny miał też na koncie poważne domniemanie prowadzenia pojazdu w stanie „wskazującym”.
– 13 grudnia ubiegłego roku spowodował drobną wprawdzie kolizję, ale uciekł z miejsca zdarzenia. Został namierzony dopiero nazajutrz, więc trudno wypowiadać się na temat jego trzeźwości, w każdym razie złożyliśmy już wniosek do Sądu Rejonowego w Prudniku o ukaranie księdza grzywną – ujawnia policjant.

Poprosiliśmy ks. Krzysztofa o skomentowanie tego pasma niefortunnych wydarzeń.
– Co do zasady nie rozmawiam z dziennikarzami „Faktów i Mitów” – odparł.

Widać, że doszedł już do siebie…

[2012] FaktyiMity.pl Nr 10(627)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: