Boże rykowisko

Zemsta plebana na trupie jednego pana.

Dziś trudno ustalić, kto zaczął. Stary Jelonek od lat nie przepadał za rychnowskim proboszczem Franciszkiem Sowiźrałem. Z wzajemnością.

Jelonek lubił sobie golnąć, a to wkurwiało księdza. Na kazaniach subtelnie podkreślał, że Bóg pijaków nie lubi. Jelonek z kolei nie lubił zaglądania w cudze gardła. Odpowiedział zatem na atak proboszcza obrobieniem mu dupska w wiosce.

Duchowny nie pozostał dłużny. Odmówił córce starego Jelonka przełożenia egzaminu na bierzmowanie. Głęboko wierząca dziewczyna planowała w tym samym czasie bawić na katolickiej imprezie w Lednicy. Całe dzieciństwo czytała i śpiewała w kościele, liczyła zatem na taryfę ulgową. Ksiądz orzekł: to nie jest cyrk! Na egzaminie, który, jak nigdy dotąd, trwał półtorej godziny, córka Jelonka została oblana.

Usłyszała także, że odwróciła się od Boga, bowiem nie ewangelizuje bliskich w domu.

Stara Jelonkowa, przestraszona atakami na rodzinę, poszła pogadać z księdzem. Ona również głęboko wierzyła w Bozię i bała się go irytować. Tym bardziej że Sowiźrał na kazaniach podkreślał, że to, co robi i mówi, to nie jego widzimisię, tylko wola boska. Proboszcz jednak nadal nacierał. Stara Jelonkowa wróciła do domu z płaczem. W uszach dudniły jej słowa księdza: wysłannica szatana!

Co zrobił Jelonek? Dalej nie słuchał księdza. Pił. Rodzina zmieniła lokal mszalny. Zaczęła jeździć na niedzielne nabożeństwa do innych parafii. Dzieci Jelonka nie zmieniły jednak szkoły i to dało duchownemu szanse na rewanż. Nauczycielem religii w małych Rychnowach był oczywiście Franciszek Sowiźrał. Nakazał uczniom napisać wypracowanie pt. „Rozważania na temat powołania”. Córka Jelonka podeszła do zadania ambicjonalnie. Zauważyła w wypracowaniu, że w życiu bywa tak, iż przedstawiciele wszystkich zawodów, nawet księża, mogą od czasu do czasu przeżywać chwile zwątpienia. Ksiądz docenił analizę. Postawił szóstkę. Jednak za jakiś czas na mszy przypomniał sobie i zebranym, że jest we wsi człowiek, czyli córka Jelonka, który napisał, że on, Franciszek Sowiźrał, nie ma powołania. Dodał jeszcze, że taki człowiek jest współczesnym odpowiednikiem współpracowników UB.

Stary Jelonek swoją śmiercią zaprzepaścił szansę odegrania się na proboszczu. 13 lipca zleciał z drabiny i już nie wstał. Wydawało się, że śmiertelnie poważny konflikt właśnie się skończył. Ale nie dla księdza. Na pogrzebie starego Jelonka, za który wdowa zapłaciła Sowiźrałowi 500 zł, ksiądz dał popis. Niemal przez godzinę jechał po zmarłym. Poinformował rodzinę denata, która zjechała z całej Polski, że zmarły pracował dla UB, nagrywał msze, próbował włamać się do kościoła i spalić samochód proboszcza. Zapytany po fakcie przez lokalną prasę, dlaczego to zrobił, odpowiedział, że nie będzie komentował słowa bożego.

Konflikt między panami przeszedł na kolejne pokolenie Jelonków i innych mieszkańców wsi. Wioska zjednoczyła się celem zareagowania. Do biskupa pelplińskiego napisała list, pod którym podpisało się 90 osób zebranych na pogrzebie. W głowach im się nie mieściło zachowanie księdza. Żądali odwołania „słowa bożego”.

Takie podskakiwanie najwyraźniej zirytowało duchownego. 26 lipca podczas mszy wciąż analizował sprawę Jelonka. Zaczął od porównania: Jeżeli sędzia na rozprawie wyda wyrok i postanowi, by wsadzić ojca rodziny do więzienia, to rodzina będzie winiła sędziego za wpakowanie ojca za kraty. Ale to jest złe myślenie. To zło jest winne. A sędzia nie może być karany tylko dlatego, że zareagował.

Następnie przeszedł do rzeczy: Nie będzie jedności we wsi, jeśli będziecie tolerować pijaństwo. Nie będzie jedności, jeżeli nie będzie jednego ducha. Jeden duch to jedna rodzina. Apeluję, proszę, błagam, aby ci, co złożyli podpisy pod listem rodziny Jelonków, listem, który ma na celu podział parafii, zaczęli pokutę. Niech sami sobie ją wyznaczą. W przeciwnym wypadku ich całe życie będzie złem. Będą prześladowcami Pana Boga.

Na koniec kazania przypomniał, że działa w imieniu Pana Boga, który został chlaśnięty w pysk. Swoje cierpienie porównał do cierpienia księdza Popiełuszki, który także był uciskany.
Wiejscy starcy mówią, że przez ćwierć wieku, czyli od momentu, gdy proboszcz przejął parafię, wieś nie widziała tak zażartej kłótni. Wiadomo już, że w tym konflikcie ostatnie słowo należy do księdza Sowiźrała. Wiadomo także, że proboszcz nie powiedział jeszcze tego ostatniego słowa.

[2009.08.03] NIE.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: