Krzywda ci się tam nie stanie

To nie grzech. To nasza słabość, sami musimy sobie z nią poradzić, nikomu nie wolno nam o niej mówić. Chcesz z kimś o tym porozmawiać? Przyjdź do mnie. Wyspowiadam cię, rozgrzeszę.

Darków jest dwóch. Mieszkali w jednym mieście – Świebodzinie – ale rozjechali się po świecie. Pierwszy mieszka w Anglii, drugi – wyemigrował do Niemiec. Spotykają się rzadko, właściwie przy okazji. Jak teraz, kiedy pod koniec marca przyjechali do Warszawy na konferencję fundacji „Nie lękajcie się”. Fundacja zrzesza tych, którzy noszą w sobie traumę molestowania i wykorzystania seksualnego przez osoby duchowne. To łączy Darków, bo obaj w dzieciństwie byli molestowani przez księży z tej samej parafii. Dziś głośno o tym mówią.

Początek

Dariusz Krokoszyński, czyli Darek I: – Właściwie wychowałem się wśród księży. Moja matka była gospodynią na plebanii. Ona do księży mówiła syneczkowie, oni za nią wołali ciociu. Ciepło było i rodzinnie. I ja na plebanii czułem się dobrze. Dorastałem tam. Byłem ministrantem, swego czasu marzyłem nawet, by nosić sutannę.

Tego księdza traktowałem prawie jak ojca. Przyjechał na naszą parafię, kiedy miałem dwa lata, znałem go więc od małego. W domu wszyscy właściwie traktowaliśmy go jak kogoś z rodziny. Wpadał do nas na obiady, albo tylko pogadać. Zwyczajnie, nie tak formalnie, że ksiądz to tylko po kolędzie do kogoś zagląda. Poświęcał nam czas i uwagę. Dobrze mnie traktował. Pamiętam, jak marzyłem o nowym rowerze. Rodziców nie było na niego stać. Ten ksiądz kupił mi wymarzony rower. Czerwony, z taką fajnie wygiętą kierownicą.

Później wyjechał do miasta. Praktycznie na cztery lata straciliśmy ze sobą kontakt. Dzień, kiedy znowu go zobaczyłem, dobrze pamiętam do dziś. Był maj 1982 roku, a on do Jasienia przyjechał z ministrantem. Kończyłem akurat ósmą klasę. Pytał, jakie mam plany, czy nie chciałbym chodzić do technikum w Świebodzinie, gdzie teraz urzędował. Pewnie, że chciałem. Obiecał, że pomoże. Zaprosił do siebie na parafię.

Dariusz Badowski, czyli Darek II: – Pochodzę z dobrej, pobożnej rodziny. Zaraz po Pierwszej Komunii Świętej zostałem ministrantem w miejscowej parafii. Lubiłem chodzić do kościoła, do księży. Było mi tam bezpiecznie. Przez tego księdza czułem się wyróżniony. Poświęcał mi czas, uwagę, rozmawiał ze mną jak z dorosłym. Naprawdę traktowałem, go jak kogoś bliskiego, niezwykle ważnego. Tak, był dla mnie autorytetem. Zresztą wszyscy w parafii go lubili i szanowali. Tym bardziej było nam żal, gdy odchodził.

U nas najpierw był wikarym, potem zastępczym proboszczem. W końcu przeniósł się do pobliskiego seminarium duchownego, gdzie został dyrektorem. Niby to raptem dziesięć kilometrów, ale czułem, jakbym tracił kogoś bliskiego. Tym bardziej się cieszyłem, kiedy zaproponował, że możemy go odwiedzić.

Ten moment

Darek I: – Po wakacjach zacząłem uczyć się w technikum. W Świebodzinie mieszkałem w internacie, ale często wpadałem na plebanię do mojego księdza. Polubiłem wikarych, czułem się tam lepiej niż w internacie, a ksiądz zgodził się, żebym od czasu do czasu przenocował na plebanii. Pewnego razu do mnie przyszedł. Zaczął pytać o moje dojrzewanie, o to czy napletek prawidłowo mi się zsuwa. Krępowało mnie te pytania, ale na nie odpowiadałem. Ufałem mu.

Następnym razem, po kilku tygodniach, znów do mnie przyszedł. W samym szlafroku. Zaczął mnie dotykać, sam dotykał siebie. Nie podobało mi się to, ale nie potrafiłem mu się sprzeciwić. Miałem kilkanaście lat, a on był dla mnie autorytetem.

Kiedy indziej odwoził mnie autem. Stanął na poboczu. Zaczął całować, dotykać, pytał czy go kocham.

Po wszystkim mówił: – To nie grzech, te nasze popędy to nasza słabość, z którymi sami musimy sobie poradzić. Nikomu nie wolno nam o niej mówić. Chcesz z kimś o tym porozmawiać? Przyjdź do mnie. Wyspowiadam cię, rozgrzeszę. To nasza sprawa.

Milczałem.

Darek II: Miałem 13 lat, kiedy pierwszy raz z kolegami pojechaliśmy go odwiedzić w seminarium. Miło spędziliśmy czas, wieczorem ksiądz odwiózł nas do domu. Było naprawdę fajnie, tylko jedna rzecz nie bardzo mi się podobała. Ksiądz prowadził, ręce trzymał na kierownicy, a mnie poprosił, żebym z tylnej kieszeni jego spodni wyciągnął portfel i mu go podał. Poczułem się dziwnie, że muszę go tam dotykać, ale spełniłem jego prośbę.

Potem, już po Bożym Narodzeniu, ksiądz organizował u siebie jasełka. Zaprosił mnie i siostrę. Pojechałem sam, miałem zostać na noc. Cieszyłem się, bo to zawsze jakaś przygoda. Rodzice nie mieli nic przeciwko. Pamiętam jeszcze, jak mama mówiła: jedź, krzywda przecież ci się tam nie stanie.

Wieczorem oglądaliśmy z księdzem telewizję. Dał mi coś do picia. Nie wiem, czy to był alkohol, czy coś innego, ale byłem oszołomiony. Zabrał mnie pod prysznic, wykąpał, wytarł do sucha, nagiego położył do łóżka. Przyszedł owinięty w sam ręcznik. Całował mnie, dotykał, lizał. Nawet tam. Masturbował się.

Modliłem się, żeby to się wreszcie skończyło, ale on nie przestawał. Zrobił to raz, drugi, trzeci. Rano wręczył mi szalik. To miał być prezent pod choinkę.

Tajemnica

Darek I: Tego księdza zacząłem unikać, ale nie było to łatwe. Przyjeżdżał do nas do domu, odwiedzał, zapraszał na ferie w góry. Nikomu o tym nie mówiłem. Rodzice? Nie wiem, czy by mi uwierzyli. Znali tego księdza, traktowali go jak rodzinę. Inne czasy wtedy były. Nie miałem komu powiedzieć, nie wiedziałem jak.

W końcu poznałem Jolę. Kilka lat minęło zanim zdecydowałem się jej o wszystkim opowiedzieć. Uwierzyła mi. Od tej chwili wspólnie dzieliliśmy tajemnicę.

Popłakałam się, ale nie wiedziałam, co z tym zrobić. Obydwoje nie wiedzieliśmy. Byliśmy wtedy jeszcze bardzo młodzi. Ja miałam raptem 17 lat – wtrąca Jolanta, żona Darka.

Darek II: Wszystko runęło. Właściwie cały fundament mojego dotychczasowego życia się zawalił, bo autorytet tak mnie skrzywdził. Czułem się zeszmacony, zszargany. Pamiętam, że tego ranka długo stałem na przystanku, w siarczysty mróz czekałem na autobus. Nie chciałem, żeby ksiądz mnie odwoził. Wolałem marznąć.

Nie potrafiłem się z tego otrząsnąć. W szkole nie mogłem się skupić, w domu – wysiedzieć ani chwili. Godzinami błąkałem się po mieście bez celu. Dużo się modliłem, zacząłem chodzić na pielgrzymki, spotkania oazowe. Wiara dawała mi siłę. Wytłumaczyłem sobie, że skrzywdził mnie człowiek, nie Kościół. W kościele czułem się bezpiecznie. Tam jest tak spokojnie.

Ksiądz wciąż do nas przyjeżdżał, zapraszał na wakacje w rodzinne strony, do seminarium. Przyrzekłem sobie, że nigdy więcej tam nie pojadę. Szalik? Oddałem go ojcu.

Coming out

Darek I: Rodzice już nie żyją, nigdy nie dowiedzieli się, o tym, co zaszło. Niedawno powiedzieliśmy teściom – nie do końca chyba uwierzyli. Dopiero dwa, trzy lata temu powiedziałem o wszystkim swojemu rodzeństwu. Najstarszy brat jest szafarzem (osoba świecka, która uzyskała jednorazowe lub czasowe upoważnienie od właściwego sobie ordynariusza do m.in. udzielania Komunii Świętej – red.), wciąż blisko Kościoła. Nie uwierzył. Nie chciał, żebym chodził do mediów, do sądu, do kurii. Po co szargać nazwisko – swoje i już nieżyjącego księdza. A ja musiałem o tym powiedzieć, przestać się ukrywać.

Po co? W telewizji słyszałem wypowiedź jednego z kościelnych hierarchów, który mówił, że tego problemu nie ma, że to nie istnieje. Czyli ja nie istnieje? Dla Kościoła mnie nie ma? Zagotowało się we mnie. Zadzwoniłem do kurii. Chciałem opowiedzieć prawdę, ale usłyszałem, że prawda nie jest najważniejsza. Dlatego mówię. Otwarcie, pod nazwiskiem. I wiem, że nie jestem sam.

Darek II: Nie straciłem wiary, wciąż chodzę do Kościoła. I na jednym z kazań usłyszałem, że urodziliśmy się po to, by dać świadectwo prawdzie. Uderzyły mnie te słowa, zrozumiałem, że muszę wyjść z cienia, podać nazwisko, odkryć się, żeby ktoś nie pomyślał, że zmyślam. Napisałem list do biskupa. O wszystkim opowiedziałem dziennikarzom. Wcześniej wiedziała tylko żona. Rodzice? Mamie powiedziałem późno, żeby nie dowiedziała się o wszystkim z gazet. Wcześniej nie potrafiłem. Dziś nie mogę milczeć.

Dlaczego? Jako świadek i ofiara jestem zobowiązany, do tego, by powiedzieć innym.

Żeby poznali prawdę.

Żeby się dowiedzieli.

Żeby nie było piekła innych.

Sprawą obu Darków zajmuje się kuria zielonogórsko – gorzowska. Mężczyźni w marcu składali wyjaśnienia i czekają na stanowisko diecezji. Przedstawiciele kurii nie odpowiedzieli na nasze pytania.

[2014.04.07] Onet.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: