FiM – Akcja „dzwon”

Parę milionów ludzi w Polsce wie, co to jest terror kościelnej dzwonnicy. Niektórzy z nich na hałaśliwą agresję odpowiadają aktami sabotażu.

Od listopada 2013 r. ks. Jan Pokrywka, proboszcz parafii pw. Świętej Rodziny w Chełmie, codziennie punktualnie o godzinie szóstej rano fundował kilku tysiącom okolicznych mieszkańców pobudkę, waląc bez opamiętania przez kilka minut w trzy niezsynchronizowane dzwony, co brzmiało jak chaotyczne bębnienie po garach. Kakofonia dwutonowych dzwonów przez 7 dni w tygodniu wyrywała ze snu ludzi w promieniu co najmniej kilometra, mimo szczelnie zamkniętych plastikowych okien i zasuniętych rolet. Jak irytujące musiało być to codzienne bębnienie dla mieszkańców bloków znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła – łatwo sobie wyobrazić.

Aż w końcu ktoś nie wytrzymał i w nocy z 21 na 22 marca definitywnie uciszył kościelne dzwony, uszkodziwszy elektroniczne sterowanie, bez którego w żaden sposób nie da się wprowadzić dzwonów w ruch. – To niemalże tragedia. Ktoś przyjechał, zepsuł dzwony i sobie odjechał (…). Ale najgorsze, że zamknięto tym dzwonom usta! – lamentuje wielebny, od kilku miesięcy bezczelnie zakłócający ciszę i spokój mieszkańcom trzech osiedli. Niestety, nie wiadomo, jak długo chełmianie będą się mogli cieszyć ciszą. Jeśli okaże się, że sprawcy trwale uszkodzili linię zasilającą dzwonnicę, to proboszcz będzie miał duży kłopot, bo dzwonnicy wykonanej z trwałego betonu nie da się rozwiercić. Straty związane z uszkodzeniem sterowania dzwonów proboszcz oszacował na 16 tys. zł. Tyle muszą wyłożyć na pół głusi parafianie.

[2014] FaktyiMity.pl Nr 16(737)/2014

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: