FiM – Ksiądz, seks i zbrodnia

Ludzie znikali, jakby zapadali się pod ziemię. Istotną okolicznością tych wydarzeń jest fakt, że wszystko zaczęło się na plebanii…

Sąd Okręgowy w Warszawie uznał 34-letniego Mariusza B. za winnego czterech zabójstw i wymierzył mu karę łączną dożywotniego pozbawienia wolności, z możliwością ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po upływie 40 lat. Proces miał charakter poszlakowy (żadnych zwłok nie odnaleziono, zaś oskarżony nie przyznał się do winy), a wyrok jest nieprawomocny. Na liście domniemanych ofiar skazanego widnieją: przedsiębiorca Zbigniew D. i jego córka Aleksandra (zniknęli w kwietniu 2006 r.), inżynier Henryk S. (marzec 2007 r.) oraz ksiądz Piotr Sz., ostatnio wikariusz parafii św. Tadeusza Apostoła w Warszawie (grudzień 2008 r.).

Zgromadzone w śledztwie materiały wskazują, że zbrodnia wykluła się kilkanaście lat wcześniej w parafii św. Wojciecha na warszawskiej Woli – pierwszej placówce, na którą kard. Józef Glemp skierował ks. Piotra zaraz po wyświęceniu – w 1993 roku. Mariusz (wówczas niespełna 14-letni) był tam gorliwym i głęboko wierzącym ministrantem. Ponieważ pochodził z rozbitej rodziny, nowy wikariusz postanowił objąć go szczególną opieką, aby „zastąpić mu ojca”. Włączył chłopca do prowadzonego przez siebie kościelnego chóru, powierzał mu zadania „pomocy domowej”, a wkrótce zaczął go wykorzystywać seksualnie. Zbigniew D. (z natury biseksualny) również należał do chóru i tam właśnie poznał Mariusza. Po wspólnym śpiewaniu często spotykali się na „herbatkach” u ks. Piotra. Biznesmen zapraszał też nastolatka do własnego domu, gdzie bezskutecznie, jak twierdzi skazany, próbował go uwieść.

Gdy duchownego przeniesiono do stołecznej parafii św. Andrzeja Apostoła, Zbigniew zaproponował 18-letniemu już ministrantowi zamieszkanie pod jednym dachem. Mariusz zaczął tam romansować ze starszą o 13 lat Małgorzatą D., żoną Zbigniewa. Małżonkowi absolutnie to nie przeszkadzało, a nawet czerpał przyjemność z oglądania ich łóżkowych popisów. Śledczy odkryli, że jeszcze przed sprowadzeniem lokatora państwo D. organizowali podobne imprezy seksualne (w różnych konfiguracjach płci) z udziałem zaprzyjaźnionych księży i… zakonnic! Mimo zmiany parafii ks. Piotr podtrzymywał zażyłe kontakty z rodziną D., więc zapewne dużo wiedział, ale nie ma dowodów na jego uczestnictwo w zbiorowych orgietkach.

Po jakimś czasie Małgorzata zaszła w ciążę. Gdy urodziła kochankowi córkę, Zbigniew wynajął im mieszkanie w centrum Warszawy, a nawet łożył na utrzymanie żony i dziecka. Mariusz dorywczo pracował oraz studiował psychologię.

Ksiądz Piotr robił w tym czasie kościelną karierę jako pomysłodawca i dyrektor Warszawskiego Festiwalu Piosenki Chrześcijańskiej. Założył fundację „Effatha” (został jej prezesem) mającą na celu „popieranie wszechstronnego rozwoju patriotycznego i kulturalnego dzieci i młodzieży ze środowisk ubogich”, załatwił swojej firmie status organizacji pożytku publicznego (odpis 1 proc. podatku), cieszył się opinią człowieka ustosunkowanego i miał wejścia w kurii metropolitalnej. „Pragnieniem naszym jest pomagać młodemu człowiekowi właściwie kształtować swoją osobowość, a przede wszystkim poprzez muzykę i śpiew otwierać się na Boga” – wyznał ks. dyrektor na łamach biuletynu parafii św. Jana Kantego w Warszawie, dokąd przeniesiono go w czerwcu 2006 r. po tajemniczym zniknięciu Zbigniewa i Aleksandry.

W kwestii motywów zbrodni akt oskarżenia i wyrok oparto przede wszystkim na opinii biegłych. Najkrócej rzecz ujmując: Zbigniew zginął, bo Mariusz chciał definitywnie pozbyć się rywala, 18-letnia Aleksandra – bo była świadkiem uprowadzenia ojca, Henryk S. – ponieważ w szkole tańca zbyt mocno przytulał się do Małgorzaty. W tym ostatnim przypadku pojawia się również wątek pobudek materialnych – nieudana próba wyłudzenia okupu od rodziny porwanego.

Zabójstwo ks. Piotra Sz. tłumaczone jest żądzą zemsty za zdeprawowane dzieciństwo. „Dla kształtowania osobowości niezwykle destrukcyjne jest pomieszanie uczuć i potrzeb religijnych z potrzebą zaspokojenia seksualnego” – zauważył eufemistycznie prokurator. Także sąd nie odważył się na kategoryczne określenie, z czego wzięła się ta religijno-seksualna „destrukcja” i kto ponosi za nią choćby część winy, że już nie wspomnimy o moralnej odpowiedzialności za ukształtowanie sprawcy…

***
Należy w tym miejscu przypomnieć napady na plebanie w Ciosańcu i Serbach (diecezja zielonogórsko-gorzowska) ze stycznia 2008 roku, kiedy to 24-letni wówczas Marcin M. zamordował wszystkich, którzy stanęli mu na drodze do pieniędzy (por. „Anatomia zbrodni” – „FiM” 16/2008). W pierwszej parafii zginęła gospodyni (jej szef chodził akurat po kolędzie), w drugiej stracił życie proboszcz i mieszkająca z nim kobieta. Zbrodniarz słyszał podobno głos, który kazał mu się mścić za molestowanie w młodości (bezspornie w procesie potwierdzone) przez proboszcza parafii w Sławnie (diec. koszalińsko-kołobrzeska). „Zostałem bardzo skrzywdzony przez księdza Edwarda S(…). Nie mogę znieść myśli, że ten człowiek nie zostanie ukarany i dalej będzie mógł uprawiać swój proceder” – napisał przed laty Marcin M., składając zażalenie na umorzenie śledztwa przeciwko swojemu „wychowawcy”.

[2014.05.16]

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: